29 maja 2012
Pomysł był taki: posadzić maciejkę dookoła skwerku, żeby w lecie kiedy urośnie pięknie pachniała i sprawiała radość przy wieczornych posiedzeniach i spacerach z psami.
Pierwsze kłody pod nogi położyło miasto, mówiąc że na planie zagospodarowania rośnie tam trawa.
Tą przeszkąde udało się jednak zwalczyć za pomocą różnych pism, podań i telefonów.
Drugą przeszkodą, nieoczekiwaną była pogoda. Równo o 18, kiedy zacząć się miało sianie, lunęła ulewa wszechczasów. Spędziliśmy ją pod drzewem w gronie największych fanów maciejki, ale było nam smutno że nikt nie rpzyszedł. Zaczęlismy nawet sami siać, nie czekając na sąsiadów.
Ale jednak!! Mimo deszczu i fatalnych warunków zaczęli się zjawiać. Spod drzewa, spod ziemi. Przyszli. Były dzieci i bardzo dorośli, wszyscy obsadzili swój kawałek ziemi i oznaczyli go swoją tabliczką TU SIAŁ.
Niestety. Pogoda w lecie pozwoliła wyrosnąć czwartej części nasionek. Więc nie wszędzie pachniało pięknie, lecz tam gdzie pachniało, pachniało naprawdę! Tam gdzie nie pachniało i nic nie wyrosło wyrosły pięknę chwasty, bardzo wysokie.